sobota, 16 stycznia 2021

20.FSO Polonez - szansa na coś lepszego.

 Pisząc tekst dzisiejszego wpisu nie mam wcale zamiaru poruszać problematyki przestarzałego podwozia Poloneza (już w początku wdrażania go do produkcji) , które ten odziedziczył po 125p , a w zasadzie to po jeszcze wcześniejszym modelu 1300/1500. Nie mam również zamiaru narzekać na przedpotopową konstrukcję silnika i powtarzaną jak mantrę historię z wałem korbowym podpartym tylko na trzech łożyskach głównych. Nie będę pisał także o kiepskiej dynamice całości oraz tym bardziej nie będę porównywał jego zdolności trakcyjnych do możliwości "Dużego Fiata". Dzisiaj opowiem Wam krótką historię , która będzie miała ciąg dalszy w innym , późniejszym wpisie. Historia ta będzie o Polonezie , który dał szansę mojej rodzinie na lepsze cztery kółka niż użytkowany dotychczas w niej epokowy Trabant 601. Polonez był częścią przygody w moim życiu , która w mojej pamięci zapisała się jako ważna karta. Nie , Polonez nie był naszym rodzinnym samochodem , ale stał się ważnym kamieniem milowym w jego osiągnięciu.



Jednym z kolegów mojego Taty był nauczyciel w-f na Akademii Wychowania Fizycznego , późniejszy działacz lekkoatletyki w Wojskowym Klubie Sportowym Zawisza. Organizował on m.in. "Mistrzostwa Świata Juniorów Młodszych w Lekkoatletyce" w Bydgoszczy latem 1999 roku. Miałem być wolontariuszem na tej imprezie , ale niestety dopadła mnie w końcu ospa i wyłączyła z życia publicznego na cały miesiąc.

W momencie , w którym mój Tata zakolegował się z Panem Aleksandrem , ten był już w wieku emerytalnym i poruszał się podniszczonym i zaniedbanym , szarym FSO Polonezem 1.5 SLE z 1984 roku. Była to dosyć osobliwa wersja z prostokątnymi reflektorami , czterobiegową skrzynką przekładniową , mostem napędowym z Zastawy 1100. W środku była doskonale trzymająca się materiałowa , czarna tapicerka. Jak się później okazało Pan Olek po powrocie ze Stanów Zjednoczonych w 1984 roku , kupił go za dolary w sieci sklepów "Pewex".

W 1998 roku zostaliśmy z Tatą poproszeni , aby tego Poloneza przywrócić do stanu idealnego. Tata , w celu sprawdzenia opłacalności naprawy rozciął próg w Borewiczu , a tam ku naszemu zdziwieniu znajdowała się doskonale zachowana i bardzo dobrze zabezpieczająca masa bitumiczna. Świadczyło to zapewne o tym , że była to wersja pochodząca z tzw. "eksportu wewnętrznego". Poldek dostał zielone światło. W międzyczasie Pan Olek na czas remontu kupił sobie auto zastępcze - równie zmęczonego FSO 1500 z 1986 roku , którego nadwozie również posiadało szary kolor.

Polonez został przewieziony do podbydgoskiego Mariampola , czyli praktycznie dzielnicy na obrzeżach miasta.  Mieszkał tam zaprzyjaźniony blacharz , Pan Janek , bardzo dobry fachowiec. Poloneza rozłożyliśmy do ostatniej śrubki. Przez rok ciężkiej pracy wyremontowaliśmy silnik , zawieszenie , układy hamulcowy i elektryczny a także blacharkę i położyliśmy świeży lakier w fabrycznej specyfikacji. W 1999 roku Poldek był już gotowy do oddania właścicielowi. Był to praktycznie pierwszy samochód , którym mój bardzo odważny Tata pozwalał mi jeździć po publicznych drogach , w czasie , w którym jeszcze nie marzyłem o pójściu na prawo jazdy. Sam dla własnego Syna nie odważył bym się tego zrobić. Może dlatego , że w tamtym czasie nie było na drogach tylu policyjnych radiowozów. Doskonaliłem w ten sposób swoje umiejętności kierowcy i praktycznie dwa lata później wsiadłem już do nauki jazdy jako już wprawiony kierowca.

Zapłatą za remont Poloneza prócz pieniędzy był jeszcze ten szary , zmęczony FSO 1500. To o nim jeszcze kiedyś napiszę osobny wpis z gatunku "Najważniejsze samochody w moim życiu". Pan Olek miał problemy ze słuchem i gdy uruchamiał silnik w Polonezie , czy ruszał z miejsca często nadmiernie dodawał gazu , przez co silnik mocno tego doświadczał - zużywał się w przyspieszonym tempie.  Po śmierci Pana Aleksandra osobiście odwieźliśmy z Tatą Poloneza za złom. Pan Olek był tak wdzięcznym przyjacielem mojego Taty , że w testamencie zapisał mu działkę rekreacyjną pod Bydgoszczą , gdzie do dnia dzisiejszego jeździmy wypoczywać.

Modelik Poloneza , tam samo jak opisywana poprzednio Syrena pochodzi od Hachette i jest w skali 1:24. Jedyna drobnostka , która przeszkadza mi w odbiorze tego modelu to niedopracowany gumowy spoiler klapy bagażnika . Powinien być dużo większy. Tapicerka modelikowego Borewicza to brązowy skaj - takie tapicerki mieliśmy w Naszym "Kanciaku". Ponadto szkoda , że producent modelika nie wyposażył maski silnika w plastikową nakładkę wlotu powietrza. Poza tymi uwagami jest on merytorycznie poprawny i cieszy moje kolekcjonerskie oko.




















9 komentarzy:

  1. Cześć Imienniku. Napisz kiedyś o odczuciach, w czym Polonez na codzień był lepszy od Trabiego. Tymczasem zapraszam do przejrzenia moich trendów kolekcji modeleslawomira.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć ;)
      Polonez nie był Nasz , tylko 125p , którego dostaliśmy za odnowienie tego pierwszego. Napewno odwiedzę Twojego bloga , dzięki za zaproszenie ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis.
    Mimo ogromu wad, Poldek był dobrym autem do szlifowania techniki jazdy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Arek ;)
      Był świetny do nauki latania bokami ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Model bardzo ładny i lepiej zdetalowany niż KaP. Ale cóż jest jednak sporo większy (prawie dwukrotnie) to i detale łatwiej wykonać poprawnie. W ogóle te modele 1:24 są bardzo ładne i już trochę ich jest. Ale aby to wyglądało, trzeba mieć przynajmniej kilka aby razem tworzyły jakąś serię.
    Wadą przy dużej liczbie jest rozmiar (trzeba mieć gdzie to trzymać) i trochę cena, aczkolwiek 1 :43 też już taniutkie nie są, a przed serią KaP też nigdy nie były.
    Co do Poloneza, przejechałem służbowymi autami FSO kilka tys. kilometrów i na trasie były spoko.
    Za chwilę minie 10 lat od nieformalnego, ale faktycznego upadku fabryki (w lutym 2011) .
    Szkoda , że tak się stało. Kiedy wsiadam do mojego nowego praktycznie Tipo żal mi d..ę ściska. Taki samochód dla przeciętnego Polaka powinno produkować dziś FSO (gdyby oczywiście istniało)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję , że odwiedziłeś mojego bloga. W 1/24 mam tylko Poloneza i Syrenę , a to głównie dlatego , że z ich odpowiedników w skali 1/43 nie jestem zadowolony. Syrena przez wadę bryły i niechlujny montaż , Polonez , przez źle zwymiarowane ważne elementy , które stały się na nim ledwo widoczne - typu pas przedni. Modele te trzymam w osobnym miejscu.

      Usuń