sobota, 3 października 2020

FSO Warszawa 200P Pick-up - najbardziej udany kultowy modelik?

 

Kultowe Auta PRL-u różnie mi się kojarzą. Jestem pozytywnie nastawiony , więc zacznę od dobrych stron kolekcji i jej zalet. Obiecuję , że będzie krótko , nie uraczę was wieloma przykładami.                                                                                                                                                                                                                                                                                Na rynku modelarskim w czasach , w których "KAP" można było jeszcze kupić w kiosku brakowało miniatur niektórych samochodów popularnych. DeAgostini , które kryje się pod tą kolekcją jako wydawca wiedział dobrze na czym zarobić pieniądze i nie szczędził pasjonatom wszystkich odmian Syren , Warszaw , "Dużych Fiatów" i innych kultowych aut z epoki. Jedną z dobrych cech tej kolekcji właśnie wymieniłem. Drugą zaletą była bez wątpienia cena , za którą większość kolekcjonerów mogła zapychać swoje gabloty , czy zakamarki szaf. 


Powiem szczerze , że należę do tych kolekcjonerów , którym "kultowa kolekcja" dawno wyszła już bokiem. Większość modeli została przeze mnie pochowana do kartonów , bądź w przypadku tych modeli na które moje oczy nie miały ochoty patrzeć dałem Synkowi do zabawy. Przepraszam za to zatwardziałych miłośników "KAP-u". Niektóre elementy są tak niechlujnie lub krzywo zamontowane , że modelik wymagał rozbiórki i ponownego zmontowania przez kolekcjonera. Ponadto niektóre nękał "zinc pest". To choroba metalu. Tak  było w przypadku Syreny 100 i Fiata 125p Taxi. Rozpadały się stojąc w gablocie.

sobota, 19 września 2020

13.Mercedes - Benz 500SL (R129) - kolejne moje utrapienie.

 Jestem człowiekiem , który cieszy się z tego , że rano może wstać na własne nogi i iść do pracy. Radość sprawiają mi najprostsze rzeczy. Nie potrzebuję wiele by godnie żyć. Nie wiem tylko , czy jest to moja natura , czy efekt doświadczeń życiowych. Jednak do pełni szczęścia potrzebuję jeszcze swojej pasji oraz odrobiny marzeń. Marzeń motoryzacyjnych. Kiedyś było marzenie o Alfie 156 , później kolej przyszła na Fiata Bravo w pierwszej "skórze". Teraz jest to Mercedes w odkrytej wersji SL.

Kody fabryczne , którymi notabene Mercedes ze wszystkich marek samochodowych posługuje się najczęściej i najgłośniej znają zapewne wszyscy miłośnicy "gwiazdy na masce". W dzisiejszym przypadku będzie to R129 , gdzie literą "R" Mercedes zwykł oznaczać odkryte samochody bez dachu. Właśnie , całe szczęście , że bez dachu. Mercedes R129 był początkowo projektowany jako targa - ze względu na debilne przepisy w Stanach , które miały całkowicie zabronić rejestrowania kabrioletów na tym kontynencie. Moje serce skradła pierwsza wersja klasyczna , którą dla ułatwienia będziemy nazywali we wpisie generacją pierwszą. Przyciągała ona wzrok dwutonowym malowanie karoserii , gdzie dół , czyli listwy progowe i zderzaki były ciemniejsze a górna jej część o ton jaśniejsza. Moja wersja z katalogu Mercedesa SL to 500SL. Nie, nie pomyliłem się w pisowni , początkowo tak się nazywała. Nie ukrywam , że w większości mojej dzisiejszej opowieści chciałbym jak najbardziej ograniczyć się do tej właśnie odmiany silnikowej. Wyjaśnienia złożę za chwilę we właściwym , rozwiniętym już tekście. Pozwólcie , że zostanę dziś waszym przewodnikiem i wykładowcą.



Dla ułatwienia poruszania się w dzisiejszym wpisie chcę usystematyzować poszczególne liftingi tej generacji SL-a. Zabrzmiało to trochę po Niemiecku , ale ułatwi to nam bezproblemowe porozumienie się. I tak pierwszą generacją będziemy nazywali klasyczny , czyli pierwszy wypust SL-a z lat 1989 - 1995. Druga to pierwszy lifting i lata produkcji 1995-1998 oraz ostatnia , trzecia generacja przypada na lata 1998-2001. 

sobota, 12 września 2020

12.BMW 327 - tak się tworzyła tożsamość marki.

 Często mały bodziec wystarczy do tego , aby nasze myśli i pragnienia zostały uzależnione od rzeczy , która taki stan spowodowała. Pół biedy jeśli jesteśmy w stanie zaspokoić te potrzeby i uwolnić nasz umysł. W moim przypadku trwało to dosyć długo. Bodziec taki znalazłem w jednym z czasopism o klasycznej motoryzacji. Wertując strony natrafiłem na prezentację wyjątkowo pięknego , przedwojennego Bmw. Był to model 327 , kabriolet w gustownie i elegancko dobranych kolorach. Notabene w oryginalnych odcieniach i malowaniu. Góra samochodu pomalowana na czarno , boki nadwozia w ciemnej zieleni. Włączyłem komputer , aby zapytać wujka Google , czy jakikolwiek producent modeli zdobył się na odtworzenie tego samochodu w mojej "czterdziestej trzeciej" skali. 327 to pełnowartościowy reprezentant marki posiadający już wszystkie atrybuty z którymi ta jest kojarzona. Jak wyglądała droga narodzin tożsamości BMW?



                                                                                                                                                              

Pytając o przedwojenne dzieje Bayerische Motoren Werke zapewne w odpowiedzi usłyszeli byśmy o produkowanych przez tę firmę silnikach lotniczych. W końcu logo przedsiębiorstwa umieszczane na samochodach i motocyklach tej marki przedstawia stylizowany krąg śmigła w barwach Bawarii. Polityka gospodarcza Niemiec w czasie pierwszej wojny światowej to produkcja strictle wojskowa. Masa zamówień na samoloty i ich komponenty spływała do BMW głównie od wojska. Co dzieje się jednak w przypadku , gdy działania wojenne zostają przerwane? Fabryki nie przygotowane na produkcję cywilną stają się bezużyteczne. BMW ratuje się produkując także silniki do łodzi , a od 1923 roku także motocykle z silnikami w układzie "boxer". Lotnictwo cywilne dopiero raczkuje. Państwo wprowadza demobilizację i pod koniec 1918 roku zarządza zamknięcie fabryki BMW w Monachium. Powodem były cięcia przydziału surowców takich jak węgiel i metale. Węgiel przydzielono zamarzającej ludności natomiast metale produkcji spożywczej.

sobota, 22 sierpnia 2020

11.Najważniejsze samochody w moim życiu. Część 5 - Fiat Bravo.

Dwunasty kwietnia 2009 roku był od rana pięknym , słonecznym , Wielkanocnym dniem. Grzeczne dzieci od razu po przebudzeniu zaczęły poszukiwania prezentów , które Zając gdzieś tam im schował. Również i ja wcześnie wtedy wstałem , gdyż emocje poprzedniego dnia mocno dawały mi jeszcze do wiwatu. Wyjrzałem przez okno aby zobaczyć na parkingu prezent , który zrobiłem sam sobie. Dokładnie poprzedniego dnia w oddalonym o dwieście kilometrów Koszalinie kupiłem swój pierwszy naprawdę własny samochód. Z ciężko zarobionych i odkładanych pieniędzy nabyłem wymarzonego Fiata Bravo 2.0 20V HGT. Ta historia nie rozpoczęła się jednak w tym momencie, Musimy się cofnąć w czasie o dziesięć lat.

Fiat Bravo w chwili debiutu w Turynie w 1995 roku nie zrobił na mnie żadnego wrażenia , przeszedł bez echa w moim motoryzacyjnym świecie. Najprawdopodobniej było spowodowane to tym , że będąc nastolatkiem nie fascynowały mnie kompakty , tylko te auta których cenniki rozpoczynały się cyfrą z pięcioma zerami.

To wszystko zmieniło się w momencie , kiedy zobaczyłem swojego starszego kolegę za kierownicą złotego Bravo. Było to w lipcu 1999 roku. Za zdaną maturę Dawid dostał od rodziców ten dwuletni wówczas samochód. Silnik jaki znajdował się pod jego maską to nie robiący większego wrażenia 1.6 16V o mocy 103 KM.  Jednak jak na tamte czasy był to samochód dynamiczny. Do "setki" rozpędzał się w 11 sekund. Zawsze zazdrościłem Dawidowi tego samochodu , prezentował się naprawdę atrakcyjnie - oczywiście Fiat. Aluminiowe felgi , lakier metalizowany, szyberdach , halogeny , czy zderzaki i lusterka w kolorze nadwozia oraz tylna lotka na klapie bagażnika. Hmm... Jak na lata 90. to nie było powszechne wyposażenie. W tamtym czasie zapomniałem nawet o Alfie Romeo 156 , która była moim marzeniem i odtąd sen z powiek spędzał mi ten kompaktowy "fiacik". Pamiętam jak będąc uczniem szkoły średniej chodziłem w wolnych chwilach do salonu Fiata i przesiadywałem ile się dało w kabinie Bravo.